piątek, 22 stycznia 2016

najtrudniejsze




Najtrudniejsze dla mnie w zespole Downa jest zaakceptowanie brzydoty, na którą dzieci z wyzwaniami są skazywane często przez samych rodziców. Kiedy myślę o dziecku zespołowym, od razu mam w głowie nie takiego już malucha w portkach podciągniętych pod same pachy, bluzce spranej na amen... albo ogromną babichę, choć dopiero nastolatkę, w kiecach po ciotce i z gniazdem na głowie.... A przecież jest wyjątkowe piękno w "Downach" (mnie to określenie nie razi) i zasługują oni na wszystko, co najlepsze!

Szukając lepszej strony, wyszperałam w necie takie plakaty!




Mój ulubiony!

4 komentarze:

  1. A może ci rodzice często skazują dzieci nie tylko zespołowe, ale i z innymi dysfunkcjami na tą "brzydotę" zwyczajnie ze względu na niedobory finansowe? Matka z reguły nie pracuje, bo się zajmuje dzieckiem. Ojciec sam utrzymuje większą lub mniejszą rodzinę, często z niewysokiej pensji. Za to koszty rehabilitacji, wizyt lekarskich, dodatkowych badań na pewno przewyższają budżet przeciętnej rodziny...Do tego dzieci niepełnosprawne często się nie upomną, jak zdrowe, że to czy tamto im się nie podoba...Takie moje pierwsze skojarzenia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się wydaje, że to nie jest kwestia pieniędzy, tylko estetyki. Portki nie muszą być podciągniete aż pod pachy, ale pewnie są, bo dzięki temu nie zlatują albo coś w tym stylu. Gniazdo na głowie to też nie kwestia pieniędzy, ale zadbania. I jeszcze czegoś! - to może jest sprzed lat i już nieco odchodzi do lamusa to myślenie - że dzieci z dysfunckjami są jednak gorsze i że nie trzeba się nimi przejmować, bo one się właśnie też nie upomną.

    Mnie się wydaje, że jak się ma wiele dzieci to trzeba dbać o wygląd ich i swój pięć razy bardziej, bo ludzie częściej na nas patrzą i oceniają... właśnie na zasadzie "pieniędzy nie mają (bo byle jak ubrani), a dzieci płodzą...".

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam, jeśli cię tymi uwagami uraziłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie, skądże, nie czuję się urażona! Ciekawie jest poznać inne zdanie. A może to jest jeszcze kwestia wynikająca z tego myślenia, że dzieci z dysfunkcjami są gorsze-chowa się je w domu, trzyma w czterech ścianach, to po co o nie dbać?

    OdpowiedzUsuń