piątek, 25 grudnia 2015

blask



Świątecznie:)



Mamo, nie umiem zrobić normalnej miny.... :)

:)


środa, 23 grudnia 2015

parapet



Dziś na naszym parapecie kuchennym taki gość...



... tak, tak, wiem, że czystość kuchennego okna pozostawia wiele do życzenia... ale ponoć....


W każdym razie... kot miał dwa podejścia do parapetu, bo były dziś dwa dania (przed jutrzejszym postem;P). Próbował też zwyczajnie wejść do domu...


W końcu dostał mleko i odszedł sobie tak nagle, jak przybył... Szkoda, bo już go sobie jakoś wyobraziłam jako naszego.


A dzieci wręcz się zakochały.


PS z dnia 25. grudnia 2015

Kot pojawił się też na Pasterce w kaplicy :) Próbowali go wynieść, ale znów wracał. Widać Dziecię przyszedł powitać:)

niedziela, 20 grudnia 2015

właściwy wymiar


Jakiś czas temu...

Marta opowiada, o co modliła się w szkole - za braci, żeby mieli dobre rozpoczęcie roku szkolnego/przedszkolnego. Janek też się pochwalił, że modlił się, żeby Franek (młodszy brat) nie zapominał włączać światła, jak idzie w nocy sikać.
[uprzedniej nocy Frank nie włączył i sikał na ścianę zamiast do kibelka]

Janek mówi Ojcu, że ma mu natychmiast kupić tablet. Na zdecydowane "nie", odpowiada: "Musicie mi kupić, bo nie pójdę do Pierwszej Komunii".

Pytam Franka, co robił w przedszkolu.... Syn grzecznie odpowiada: "Robiłem kupę".

Synowie - mistrzowie sprowadzania życia do jego właściwego wymiaru!


"Kolęda warszawska"



Niezwykły tekst!




 Music - Zbigniew Preisner
Vocal - Margaret
 Piano - Michał Szlempo
 Video - Anna Powierża

wtorek, 15 grudnia 2015

ręce



Wszystkie ręce na pokład!



Na szczęście nie znudzili się po piętnastu minutach...





Ale posypkami udekorowali całą jadalnię! Jak? Najpierw dekorowali, potem podjadali posypki, więc im się zaczęło kleić do rąk, więc zaczęli wycierać ręce w co popadnie, przemieszczając się przy tym...

A za oknem tak...


piątek, 11 grudnia 2015

fascynujący



Fascynująca jest relacja bliźniąt.

Kiedy Antek był w szpitalu, Józek był dość niespokojnym dzieckiem - wybudzał się, co 5, 10 minut, bywało, że płakał. Ale kiedy Antoś wrócił do domu - Józek się uspokoił, zaczął dobrze sypiać, a nawet drzemkami dostosowywać się do brata.

Ale najfajniejsze jest obserwować, jak patrzą na siebie, jak próbują siebie naśladować. Rozwój Antka jest wolniejszy z wiadomych powodów. Kiedyś chłopcy leżeli na macie edukacyjnej i Józek gaworzył sobie do zabawki. Antek na te dźwięki zastygł w bezruchu i nadstawił uszu. Oczy miał zainteresowane. Za chwilę spróbował wydać podobne dźwięki, ale wyszedł mu tylko charkot. Jednak już za dwa dni... pełen sukces i początek pięknego gaworzenia:) Oby tak dalej, Synkowie:)



środa, 9 grudnia 2015

uśmiech




Uśmiech dziecka, w szczególności uśmiech chorego dziecka, to jest Niebo. Powinien być serwowany jako skuteczna terapia chorym, na przykład na depresję.



sobota, 5 grudnia 2015

inaczej

Źródło filmu


taka sytuacja #1


Jadą samochodem. Wszyscy! A więc ośmioro. Matka prowadzi, bo lubi. Ojciec wpada na zły, bardzo zły pomysł.
- Podjedź pod Orlena. Wymienię im zdrapkę na pieczątkę. Wygrali pieczątkę ze Star Warsów.
Matka wie, że nie powinna, ale skręca ku stacji. Ojciec wysiada i załatwia, co trzeba. Dzieci już czują Yodę nosem.
- Tata wymienia nam zdrapkę. Ale fajnie!

W tym czasie młodsza z córek, widząc oddalającego się ojca, mówi: "Mamo, jesteś tu". Ale matka nie słyszy, bo auto ma gabaryty małego autobusu, więc ma prawo nie słyszeć. Starszy brat jej pomaga: "Mamo, Marysia się pyta, czy tu jesteś". "Tak, jestem".

Przez szybę stacji widać, że ojciec i sprzedawca coś wesoło komentują. Pewnie ojciec się chwali, że dla dzieci. I pewnie się chwali, ile ich ma. To zawsze skutkuje! Sprzedawca spod lady daje jeszcze jedną zdrapkę. Chyba rozumie, że trudno jedną małą piecząteczką obdzielić sześcioro.

Ojciec wraca. Matka czuje, że powinna powiedzieć: "Tylko im tego nie dawaj teraz", ale coś jakby się w niej chwilowo zepsuło i jednak nic nie mówi. Ale niepokój w niej narasta.
Ojciec wrócił i bez namysłu (błąd!) podaje do drugiego rzędu, mówiąc do córki: "Podaj do trzeciego rzędu", to znaczy: "Podaj chłopcom". Córka - zawsze posłuszna, bo najstarsza i najstaranniej wychowana - podaje. I się zaczyna!
Janek: Mamo... (kurczę, dlaczego zawsze "mamo", a nigdy "tato"), a Marysia to wzięła. Mamo, a ona to jeeee...
Matka, która jak najszybciej w tej sytuacji chce się znaleźć w domu: Marysia, to nie jest do jedzenia. Oddaj im.
Ale komu tu oddać?
Franek: Janek, daj teraz mi. Ja też chcę... - jęczy młodszy.
Po chwili.
Marta: Mamo, a oni mnie tym stukają po głowie.... Mamo jest mi słabo.... Naprawdę źle się czuję...
Matka nic nie mówi. Skupia się na prowadzeniu, żeby jak najszybciej znaleźć się w domu. Ojciec reflektuje się, że popełnił gruby błąd: "Oddawajcie to natychmiast!". I już nie jest tak wesoły jak na stacji.



PS
Na dodatkowej zdrapce ojciec nie odkrył ani kosmicznych słuchawek, ani breloków-R2-D2-czytników, ani tym bardziej wspaniałej wycieczki do Londynu dla czterech osób. Może dobrze, bo jednak trudno byłoby wszystkich sprawiedliwie obdzielić.

pocieszanie



Dwie siostry. Najstarsza z całego rodzeństwa ma już prawie dziesięć lat. Młodsza za tydzień skończy trzy i właśnie wchodzi w etap koszmarów nocnych. Najstarszej naówczas śniły się węże. Młodszej śnią się pająki.

Wczoraj się właśnie przyśniły.

Taka rozmowa podsłuchana wczesnym, zbyt wczesnym dla matki, rankiem.

Marysia: Tu były pająki. Ja się ich boję.
Marta: Tu na pewno nie było pająków. Bo gdyby były, to by weszły mi do buzi. Bo ja śpię z otwartą buzią.

Małe kłamstewko starszej siostry dla dobra sprawy.