Dziś na naszym parapecie kuchennym taki gość...
... tak, tak, wiem, że czystość kuchennego okna pozostawia wiele do życzenia... ale ponoć....
W każdym razie... kot miał dwa podejścia do parapetu, bo były dziś dwa dania (przed jutrzejszym postem;P). Próbował też zwyczajnie wejść do domu...
W końcu dostał mleko i odszedł sobie tak nagle, jak przybył... Szkoda, bo już go sobie jakoś wyobraziłam jako naszego.
A dzieci wręcz się zakochały.
PS z dnia 25. grudnia 2015
Kot pojawił się też na Pasterce w kaplicy :) Próbowali go wynieść, ale znów wracał. Widać Dziecię przyszedł powitać:)

Wróci... Próbuję sobie wyobrazić wasz dom, teraz, po latach jak to go nie widziałam... ten parapecik cudowny porusza moją wyobraźnię.
OdpowiedzUsuńE, niewiele zrobiliśmy. Dopiero na wiosnę szykuje się gruby remont:)
OdpowiedzUsuń