piątek, 20 listopada 2015
misterium
Zastanawiam się, co mnie jeszcze ratuje przed odrzuceniem dziecka, strachem, smutkiem, poczuciem krzywdy jego i moim... na pewno nauka o krzyżu. O krzyżu chwalebnym, w którym można spotkać Boga.
Zaskoczyło mnie, jak bardzo z mężem widzimy sytuację Antka podobnie. Kiedy nasz syn był w szpitalu, a my codziennie do niego jeździliśmy, mieliśmy poczucie, że uczestniczymy w Misterium, w Tajemnicy, że możemy zaglądać za zasłonę, że oto między naszym synem a Jego Ojcem odbywa się jakaś mistyczna scena, że trwa między nimi dialog. Czuliśmy, że stoimy obok czegoś niepojętego. Cierpienie niewinnych. Czuliśmy się widzami niegodnymi, źle ubranymi, niewiele w gruncie rzeczy rozumiejącymi. Ale część Chwały spadała na nas. Jego blask nas ogrzewał. A może zagrzewał. Do walki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz