środa, 20 lipca 2016

nowe



Antek znajduje swoje sposoby, żeby się z nami komunikować. Furczy, kiedy czegoś chce. Mruży oczy, kiedy coś (najczęściej ktoś!) mu się nie spodoba. Wyciąga ręce do osób, u których chciałby się znaleźć na rękach. Złości się, kiedy Józek dostaje jeść jako pierwszy. I naprawdę ( ;) ) mówi "mama" :)


Antek z tatą na Kaszubach


Jest w nas taki stereotyp, że człowiek z upośledzeniem to taki tępy kołek (przepraszam, że tak dosadnie, ale to dobrze oddaje sens), do którego nic nie dociera, który niczego nie rozumie. A tymczasem jest zupełnie inaczej! Jest normalnie! Choć inaczej. I dlatego wsłuchać się w dziecko z upośledzeniem - to pierwsze zadanie. Staram się myśleć o byciu z Antkiem jak o wielkiej życiowej przygodzie - tu wszystko jest nowe, inne, poznać jego sposób myślenia, sposób bycia, widzenia świata wydaje mi się czymś niesamowicie ciekawym. Móc mu towarzyszyć! Tak właśnie chcę myśleć o życiu z dzieckiem niepełnosprawnym. Dziecko niepełnosprawne nie jest uciążliwe, a życie z nim nie wymaga żadnego od nas poświęcania się. Wszystko zależy od tego, jak na to spojrzysz.

Wczoraj byłam świadkiem sceny, która mnie rozwaliła. Maciek - lat 34, po porażeniu mózgowym, nie mówi, żyje swoim światem. Jego tata, Marek miał mały występ, który mu totalnie nie wyszedł. Przeprosił słuchających i usiadł na miejscu, obok Maćka. Maciek od razu odwrócił się do niego i go przytulił. Nigdy nie widziałam, żeby Maciek okazywał swoim rodzicom czułość. A znamy się już trochę.

wtorek, 19 lipca 2016

ryby



Na Kaszubach jezioro. A w jeziorze ryby. I wujek, który ma sprzęt ku temu, żeby takie ryby łowić, a potem wędzić. Współczesny sprzęt do łowienia ryb to naprawdę bajery. Żadne tam spławiki. Wszystko z full elektroniką.

Wędki na stojakach

Elektroniczna łódka sterowana dżojstikiem. Wiezie zanętę i ma podczepione haczyki. Wędkarz na wybranym przez siebie miejscu opuszcza zdalnie zapadnię w łódce i zanęta + haczyki spadają w jezioro.

Wypływa.

Wierni obserwatorzy. Na stojaku są czujniki, które dają sygnał, gdy ryba skubie przynętę na haczyku.

No to łowimy!

Mady.

Niestety jeszcze spaliśmy, gdy wujek złowił największą rybę, ponad metrowego suma.

Ryba za mała. Trzeba odczepić haczyk i wpuścić do jeziora.

poniedziałek, 18 lipca 2016

trzy godziny



W drodze na Kaszuby zatrzymaliśmy się w Toruniu. Spędziliśmy tam tylko trzy godziny, ale wystarczyło to, aby Stare Miasto ujęło mnie.




Urwis!




Ekipa nad Wisłą

sobota, 16 lipca 2016

ja




To ja. Nad morzem. W Łebie. Jednodniowy wypad z Kaszub. Zdjęcie głupawe, ale dla mnie cholernie ważne. Myślę, że to będzie jedno ze zdjęć, do których będę wracała najczęściej w tym roku. Moment, na który długo, długo czekałam. W zeszłym roku nie mieliśmy wakacji w ogóle. Dokładnie rok temu (17 lipca) trafiłam do szpitala. Dwa tygodnie leżenia przed rozwiązaniem ciąży bliźniaczej. A potem jeszcze trzy miesiące doglądania Antka w inkubatorze. Każdy dzień od dziś będę przeżywała na nowo - sama nie wiem, czy katując się w ten sposób, czy oczyszczając. Dlatego ten jeden dzień nad morzem, ta wielka woda zmywająca wszystko, oczyszczająca ma dla mnie ogromne znaczenie.


wtorek, 5 lipca 2016

poniedziałek, 4 lipca 2016

praży




Słońce prażyło w zeszłym tygodniu i czuliśmy się jak jajka smażone na patelni... Dzieci chciały wody. I tak to się potem kończyło... Przy okazji - wychodzi na to, ze Janek jest najbardziej fotogeniczny z moich dzieci:)




A w ogrodzie kwitną mi hortensje i chociaż na placu mamy plac budowy, to niektóre fragmenty ogrodu prezentują się cudownie:)