Najtrudniejsze dla mnie w zespole Downa jest zaakceptowanie brzydoty, na którą dzieci z wyzwaniami są skazywane często przez samych rodziców. Kiedy myślę o dziecku zespołowym, od razu mam w głowie nie takiego już malucha w portkach podciągniętych pod same pachy, bluzce spranej na amen... albo ogromną babichę, choć dopiero nastolatkę, w kiecach po ciotce i z gniazdem na głowie.... A przecież jest wyjątkowe piękno w "Downach" (mnie to określenie nie razi) i zasługują oni na wszystko, co najlepsze!
Szukając lepszej strony, wyszperałam w necie takie plakaty!
![]() |
| Mój ulubiony! |






