piątek, 22 stycznia 2016

najtrudniejsze




Najtrudniejsze dla mnie w zespole Downa jest zaakceptowanie brzydoty, na którą dzieci z wyzwaniami są skazywane często przez samych rodziców. Kiedy myślę o dziecku zespołowym, od razu mam w głowie nie takiego już malucha w portkach podciągniętych pod same pachy, bluzce spranej na amen... albo ogromną babichę, choć dopiero nastolatkę, w kiecach po ciotce i z gniazdem na głowie.... A przecież jest wyjątkowe piękno w "Downach" (mnie to określenie nie razi) i zasługują oni na wszystko, co najlepsze!

Szukając lepszej strony, wyszperałam w necie takie plakaty!




Mój ulubiony!

poniedziałek, 18 stycznia 2016

bez



Pierwszy dzień bez laktatora. Nie dlatego że się Antek całkowicie na sztuczne przestawił. Ale dlatego że ja go całkowicie na pierś przestawiłam. Wczoraj wieczorem pomyślałam sobie, że się poprzytulamy bardziej, czyli przy piersi. Jakież było moje zdziwienie, że Antek ssie z piersi jak gdyby robił to od zawsze. Efektywnie. Wcześniej podejmowałam próby karmienia go piersią, ale bardzo się męczył i słabło zasysał. Martwiłam się o jego wagę, ważne, żeby dobrze przybierał, a pierś nie ma podziałki, więc sobie odpuściłam. Ale wczoraj ssał zupełnie jak Józek. To była magiczna chwila... patrzeć na to dziecko, które już tyle przeszło, które do wszystkiego dostosowuje się bez pretensji. Miał błogość na twarzy. Ręką wędrował po mojej ręce i po piersi. Przemknęło mi tylko przez myśl: Do cholery, dlaczego nie karmię go piersią. I to był ten moment, kiedy decyzja już zapadła. I jestem z tego powodu szczęśliwa. Bardzo. To Dziecko przyniosło ze sobą wiele takich momentów, których normalnie bym nie doceniła, nie zauważyła, uznała za oczywiste. A w jego przypadku rzeczy zwykłe stają się cudami, dają doświadczenie Nieba.

Zdjęcie: Mirka Wybraniec. Dziękuję:)

sobota, 16 stycznia 2016

podsłuchane





Podsłuchiwanie dzieci to fascynująca czynność. Nadstawiam uszu i oto co słyszę.

1) Franek do siebie po powrocie z podwórka zaśnieżonego pierwszy raz w tym sezonie: Ale się spłociłem! Ale się spłociłem! To znak, że była dobra zabawa.

"Spłociłem" to oczywiście jego wersja "spociłem"


2)  Mówię do Franka, żeby nie obijał się przy jedzeniu kolacji, bo chcę mu obciąć włosy.
Janek: Niech Cię mama obetnie na Neymara.
Franek pokazując miejsca na głowie: Tak! Na Neymara! Tu i tu, i tu, i tu...
Janek: Ale to nie będzie już Neymar..
Maryśka tonem znawczyni: Nie, to będzie Lewandowski...

3) Wczoraj pierwszy raz odwiedziła nas w domu rehabilitantka Antosia. Cała rodzina ładnie się przedstawia. Trochę imion do zapamiętania jest...
Pani Ania: A ty jesteś Franek, tak?
Franek, patrząc prosto w oczy Pani Ani: Nie! Ja nie jestem Franek.
Pani Ania: A to się pomyliłam, to ty jesteś....
Franek z full powagą: Ja jestem Waniek.
No i wszyscy wyjemy ze śmiechu, więc Pani Ania też się zorientowała, że ją kolega Franek robi w bambuko.

Franek


piątek, 15 stycznia 2016

dawki




Jak trudno powstrzymać się od codziennej dawki całusów dawanych dzieciom, wie najlepiej matka, którą dopadło zapalenie gardła.



Zdjęcie: Mirka Wybraniec - dziękuję:)

piątek, 1 stycznia 2016

wyzwania




Nowy rok to i nowe wyzwania...

Józef po trzeciej łyżeczce zdecydowanie zaprotestował




Antoni....

do startu....




gotowi....



start....





Kolega wsuwał, jakby całe życie tylko to robił!


zabawa




No cóż.. jak już ma się sześcioro dzieci, to szanse, że ktoś cię zaprosi na Sylwestra, maleją do -10. Nie żebym jakoś pragnęła wyjść na zabawę. Od lat bojkotuję Sylwestra i bezczelnie kładę się spać o godzinie 23.30, by o północy zbudzić mnie mógł huk fajerwerków.

Ale dzieci zabawy chciały. Czworo z nich jest w zbliżonym wieku, więc stanowią dla siebie nieodmiennie najlepszych kompanów do zabawy. Marta jest typem organizatora, Janek jej prawą ręką. Ja dostarczam jedzenie, a tata - dorosłe rozrywki, które tylko od wielkiego święta stają się udziałem także dzieci (bez obaw - nic niebezpiecznego!)

 Przed północą więc odbyła się seria zabaw. Na wstęp - bilety z zadaniami. Franek miał najciekawsze - musiał polizać Martę w ucho....:) Potem były zadania sprawnościowe. Ja nie mogłam się doczekać przedstawienia pod szumnym tytułem "Minionki sprzątają". Tytuł inspirowany życiem!

 





Finałowa piosenka...
Było jeszcze robienie min orków i goblinów...




oraz odgadywanie zagadek (wspomagacz poniżej)


Potem pili szampana (bezalkoholowego), jedli chipsy i oglądali film. Do północy nikt nie dotrwał!

A ja pozwoliłam sobie na dokończenie rozpoczętych zadań. Tak, żeby w nowy rok nie wchodzić z zaległościami.