Dzisiaj w "Gościu Niedzielnym" przeczytałam
felieton Agaty Puścikowskiej, który jest jakimś komentarzem do tej całej akcji z czarnymi marszami...
"Historia czy histeria wokół sprawy czarnego protestu pokazała jedną ważną rzecz: stosunek Polaków do osób niepełnosprawnych. Prawdziwy stosunek. Bo oto w teorii to my tolerancyjni jesteśmy i szanujemy wszystkich. Już nauczyliśmy się, że niepełnosprawnych dyskryminować nie wolno. Czyli (jak to niegdyś bywało) nie wolno pokazywać paluchem na ulicy i dziwować się, że „taki biedny, a żyje”. Nie wolno krzywić się, gdy „taki” wsiądzie do tramwaju. Najwyżej wystarczy wzrok odwrócić. Przesada? Nie. Bo najwyraźniej na tym poziomie właśnie pozostało nasze rozumienie niepełnosprawnych, ich życia, problemów. A głębiej, tak najgłębiej, jak się da, nadal jesteśmy nastawieni negatywnie, czy wręcz bardzo negatywnie, do osób z przeróżnymi dysfunkcjami...
Obserwowałam akcję na portalu społecznościowym. Akcję matek wychowujących chore dzieci, dzieci z ZD i innymi wadami genetycznymi. Wadami, które według istniejącego prawa są przesłankami do zabicia. Matki pisały: „Oto mój Jaś czy Staś. Czy naprawdę nie jest godny być obok was?”. Reakcje były bardzo różne. Od wpisów infantylnych, poprzez poklepywanie po matczynym ramieniu: „Oj, jaka ty kochana, że TAKIE dziecko wychowujesz. Ale to heroizm. Nie wymagaj od innych”, poprzez mniej lub bardziej zawoalowaną agresję. A jeśli matka pisała publicznie, do osób anonimowych, to anonimowi internauci pisali wręcz bardzo niegrzecznie. Wyzywając i matkę, i dziecko. Coś więc jakby: kurtyna opadła."
To prawda, że nie akceptujemy niepełnosprawności. Jesteśmy zdolni, stać nas, żeby poklepywać chorego lub jego matkę po ramieniu, ale potem odchodzimy czym prędzej. Nie wiem, co myśląc i mając w głowie... może to: "Jak to się stało, że taka wykształcona, a takie chore dziecko"... sama słyszałam to już kilka razy. To dziwne, bo przecież nie ma żadnego przełożenia inteligencji matki czy ojca na choroby z którymi potomek może się urodzić. Myślę, że za tym stoi właśnie brak akceptacji nie tylko dla niepełnosprawności, ale dla bólu, cierpienia i choroby w ogóle. Chore dziecko nie ma prawa się urodzić, nie powinno się urodzić, skoro kobieta jest młoda i zdrowa.
Kiedy patrzę na mojego Antka, widzę, że sama miałam do niepełnosprawności jakiś dziwny stosunek. Sory, taki mamy klimat - cytując klasyka. Nikt nas nie uczy wrażliwości na chorobę, niepełnosprawność. Dziś patrzę na Antka i myślę, że chłopak jest normalnie taki jak ja. To żaden kosmita. Po prostu robi wszystko wolniej. I jeszcze życie z niepełnosprawnym pokazało mi, jak bardzo pod górę mają niepełnosprawni ze wszystkim, jak nikt im życia nie ułatwia, niewielu się o poprawę jakości ich życia stara.
Naprawdę kurtyna opadła...