11 listopada - szarańcza w domu:) Cudownie ich obserwować i nie ingerować. Oto jak to wygląda, kiedy rodzic się nie wtrąca i pozwala życiu się po prostu toczyć.
Scena pierwsza - Maria poważnie traktuje swoją rolę przyrodniej matki. Nakarmi, napoi...
Scena druga - w końcu jednak przypomina sobie, że sama jest głodna i chce jej się pić...
Scena trzecia - dziecka nakarmione, to trzeba je jakoś zabawić. A gdyby trak połaskotać w nogę?
Scena czwarta - przechodzący w pobliżu Franek dostrzega okazję do niezłego ubawu. Chwyta za pozostałe dyndające nogi i macha nimi na prawo i lewo, masuje się po twarzy...
Scena piąta - i tak oto cyrk na kółkach.





Świetna fotorelacja! Zawsze mnie zaciekawia, jako, że nie mam okazji do poznania w realu, jak się toczy "prawdziwe" życie przy takiej ilości dzieci.
OdpowiedzUsuńMadonna i Marysia czuwają nad chłopakami :)
OdpowiedzUsuń