poniedziałek, 25 października 2021

rower

 

Kiedy twój mąż ciągle jeździ na rowerze, a ty ciągle pilnujesz jego (no dobra, waszych) dzieci… w końcu coś pęka i stwierdzasz, że wyciągniesz swój stary rower, kupiony 15 lat temu za 200zł, i dumnie mu potowarzyszysz. No cóż… pierwsze co słyszysz to słowo, że go – wytrawnego kolarza, szusującego na swoim superlekkim gravelku – spowalniasz. Nagle okazuje się, że jeździsz 15km na godzinę po prostym, a on – standardowo 28km. I cóż… możesz się szybko poddać, ale możesz też wziąć go na przetrzymanie, postawić pod znakiem zapytania – w związku z powyższym - miłość małżeńską i zmusić go tym samym do poradzenia sobie z problemem. No to sobie poradzi! Mój sobie poradził! Kupił mi rower elektryczny:) I to jaki! Unibike Energy LDS. Nowość na rynku, z września 2021, rower na zapisy! Nikt jeszcze nie zdążył tego roweru porządnie zrecenzować:):P





Rower mam niecały miesiąc i ciągle stoi (poza momentami, kiedy ze mną jeździ) w środku jadalni – tak bardzo się do niego przykleiłam. Jak na kobietę przystało – najpierw patrzę na wygląd zewnętrzny. A Unibike Energy LDS wygląda bosko – bateria jest schowana w ramie i w gruncie rzeczy mało wprawne oko nie skojarzyłoby, że to elektryk. O to chodziło! Nie wygląda topornie, masywnie ani krowiasto. Wygląda jak przyzwoity rower. Elektryka chodzi cichutko i nawet pod górę nie obwieszczamy całemu światu, że musimy się wspomagać. Kolor ponoć grafitowy, mnie się wydaje bardziej srebrny niż grafitowy, ale pewnie panowie przy nim majstrowali, a ci jak wiadomo – podstawowy zestaw kolorów…


Unibike ma dwa niesamowite bajery – automatyczną skrzynię biegów! Ja korzystam z niej cały czas, choć można sobie też wybrać opcję auto i przerzucać przerzutki tradycyjnie. Biegi przeskakują słyszalnie, ale w odpowiednich momentach. Noga pedałuje ciągle z podobnym natężeniem – bez względu na to czy jedziemy pod górkę, czy po prostym. Rower ma trzy tryby wspomagania: Eco, Normal i High. Najczęściej jeżdżę w trybie Normal, pod górkę – włączam High. Wsparcie pod górę jest odczuwalne – czasem nawet odnosi się wrażenie, że rower jest lekko popychany od tyłu. Nie znaczy to, że się pod górę nie zmachamy. Wszystko zależy oczywiście od nachylenia. Przy sporym i krótkim – mój mąż jednak daje radę lepiej niż ja. Przy długim i średnim nachyleniu – jednak jestem szybsza. Warto też dodać, że przy osiągnieciu 25km/h rower przestaje wspomagać, zaczyna być odczuwalny jakiś rodzaj ciągnięcia i mój szanowny kolarz zawsze jest kilka metrów przede mną:) Z górki – w ogóle nie ma opcji, żebym go przegoniła:P Drugi świetny bajer to karbonowy łańcuch. Coś, co się podobno nie psuje, na bank też cię nie ubrudzi. No i wygląda czadersko:)

 

Silnik i bateria. Naładowana bateria to 630WH, co oznacza ok. 170 przejechanych kilometrów w trybie Normal.  

Rower jest ciężki. Dlatego ma opcję „walk” i kiedy musisz go prowadzić, wspomaga cię także w tym. Ramę wykonano z aluminium lite, dzięki czemu zaoszczędzono na masie. Wspomniałam już o estetyce – tę udało się także uzyskać dzięki hydroformowaniu ramy. Co to znaczy? Rury były kształtowane cieczą pod wysokim ciśnieniem, dzięki temu nie widać tutaj topornych spawów. 

 

Opony są szerokie, masywne, firmy Schwalbe. Rower podobno miejski, ale w lesie też świetnie się sprawdza. Cała reszta osprzętu jest bardzo dobrej jakości: hamulce Shimano, silnik Shimano, stery Ahead, łańcuch Gates, nóżka i bagażnik Standwell (przystosowany do sakw), przednia lampa Busch, chwyt kierownicy Rasso Ergonomic (uwielbiam! taka prosta modyfikacja, a tak dobrze robi!)…


 

Są tacy, którzy mówią, że rower elektryczny sam jedzie. Cóż… to nie motorower. Jak nie pedałujesz, nie jedziesz. Dla mnie – kobiety, która urodziła sześcioro dzieci i w czasie ich wychowywania niewiele miała czasu na ruch – rower elektryczny jest szansą na zrobienie czegoś dla siebie, zatroszczenie się o zdrowie. Rachunek jest prosty. W ciągu niecałego miesiąca mam przejechane 8 godzin. 8 godzin ruchu i aktywności o stałym natężeniu, nieobciążającej mojego rozjechanego ciążami ciała. Czegóż chcieć więcej?!

 

jesień

 

Z komórki.








dynia

 

W przedszkolu dyniowy - nie halloweenowy - konkurs! Jakżeż moglibyśmy nie wziąć w nim udziału:)






 

sobota, 9 października 2021

piątek, 8 października 2021

plastyka

W edukacji domowej nie ma takiego przedmiotu jak plastyka (ani praca technika, muzyka czy wychowanie fizyczne). Ostatnio ktoś mi powiedział, że to bardzo źle, że to są ważne przedmioty. Tyle że to że nikt moich dzieci z tego nie rozlicza, nie ocenia, nie znaczy, że moje dzieci nie mają kontaktu z plastyką, sztuką, muzyką czy tym bardziej wychowaniem fizycznym. Mają! Tyle że nikt ich prac nie ocenia. 


 

Pamiętam swoje lekcje plastyki czy muzyki... Zmuszanie do malowania określonych rzeczy i ocenianie tego... ja nie miałam talentu plastycznego, nigdy nie byłam zadowolona ze swoich prac, chyba do tego stopnia, że mnie to zablokowało na wiele lat. Zazdrościłam przez lata talentu malarskiego. Jakiś czas temu zajęłam się fotografią właśnie po to, żeby realizować się artystycznie. Potem odkryłam blogi osób, które zachęcają do robienia kolaży, wykorzystywania różnych technik (także scrapbookingu), wykonywania prac plastycznych z dziećmi przede wszystkim po to, żeby wyrażać siebie i odpoczywać. A to może zrobić KAŻDY - bez względu na to, ile ma talentu. I to NIGDY nie powinno podlegać ocenie!

Pomysł na wyklejanie dyni pochodzi ze strony "Moje dzieci kreatywnie".
 


 

Jednym z blasków edukacji domowej (obiecuję napisać też kiedyś szczerze o cieniach) jest odzyskanie dostępu do siebie samego, do swojego czasu. Najbardziej widzę tu u Janka (kl. 8), który przez ostatni rok rozwinął skrzydła i po prostu zaczął oddychać. Widzę, jak coraz chętniej próbuje różnych rzeczy. Także malowania! Janek nigdy, NIGDY, nie malował, nie lubił kolorować! Całe wakacje z kolegami kolorowali... mnie to dziwiło, że w tym wieku... ale widocznie coś puściło, co go wcześniej blokowało. A ostatnio wszyscy zaczęli malować - sami z siebie! Oglądają na YT filmy-instrukcje i malują. Mają swoje brudnopisy ("mamo, dasz mi zeszyt?" - "a po co?" - "na moje sprawy") i swoje w nich ważne tematy.

Rysunki Marty (1LO) - zawsze to lepsze niż matma:P


Rysunek Janka (kl.8).

wtorek, 5 października 2021

polski

 

 

Udało się:) Filmik z zeszytem do edukacji polonistycznej w klasie 2, pokazujący jak Marysia pracowała w zeszłym roku i co zrobiła - jednak został opublikowany. Młodzież mi się w domu tak darła, że wszystko się nagrało i wstyd było to do uszu świata dopuszczać. Jednak - od czego ma się dzieci? Zwłaszcza młodych yutuberów, którzy dzień i noc filmy na YT nagrywają. Zatem syn mi dźwięk podłożył, dane wrażliwe przysłonił i oto jest.


 

 

Dodatkowo chciałabym nieskromnie nadmienić, że zszokowałam tego mojego yutubera, oświadczając mu, że w ciągu tygodnia zdobyłam 31 subów, a jeden z filmów został obejrzany niemal 1000 razy. Dało to do myślenia i jemu, i - o zgrozo! - mnie!