Na kilka tygodni przed wprowadzeniem kwarantanny w Polsce mieliśmy z
mężem okazję przeczytać listy od rodzin wielodzietnych, które przebywają
na misjach w Chinach. Informacja o tym, że od kilku tygodni nie mogą
wychodzić z domów, nieco nas zmroziła. Pomyśleliśmy wówczas, co by było,
gdyby nas tak zamknęli w domu z naszą szóstką dzieci i zabronili
wychodzić. Nie ukrywam, że przyszły mi do głowy same czarne scenariusze –
że się ciągle kłócimy, że hałas generowany przez dzieci mnie dobija, że
siedzimy wszyscy ciągle przed telewizorem… I kiedy to na nas spadło, ta
kwarantanna, okazało się, że jest zupełnie inaczej. Mąż, który
codziennie od kilku lat dowozi dzieci do szkoły odległej od naszego
miejsca zamieszkania, nagle odetchnął, mogąc pracować w domu zdalnie.
Bóg jest dobry! Nagle okazało się, że możemy się wyspać, nie musimy się
zrywać o 5.30. Nagle okazało się, że da się uczyć szóstkę dzieci w domu i
można być przy tym zadowolonym. Z wykształcenia jestem polonistką i
edukację domową rozważaliśmy kilka lat temu, ale byłam przekonana
wówczas, że nie dam rady pogodzić wszystkich obowiązków domowych, opieki
nad najmłodszymi, pięcioletnimi bliźniakami, z nauką czwórki
szkolniaków. Cóż za zaskoczenie! Nie tylko dajemy radę z zadaniami
przekazanymi przez nauczycieli, ale robimy o wiele więcej. I cóż za
zaskoczenie – okazuje się, że na powrót mogę być nauczycielką, za czym
chyba podświadomie mocno tęskniłam. Bóg jest dobry! Czasem jest na tych
naszych lekcjach nerwowo, bo wszyscy chcą ode mnie pomocy w tym samym
czasie. Nie mam nerwów ze stali, pękam. Ale potem zbieram się na nowo.
Nie gorszę się sobą. Bóg jest dobry i kocha mnie z moją nerwicą.
Okazuje się też, że nasze relacje jakoś się pogłębiają. To ciekawe!
Chyba wcześniej – zmęczeni codziennymi obowiązkami – nie mieliśmy siły,
żeby ze sobą porozmawiać, żeby się z dziećmi pobawić, żeby próbować
zrobić coś dla siebie nawzajem. Odkrywam nowe cechy charakteru dzieci –
Franek uwielbia opowiadać kawały, Józek potrafi zwalić nas z nóg
komentarzami, Marta czasem czuje się samotna, Janek się rozczytał,
Marysia – jak chce – potrafi być uprzejma cały dzień. Nawet Antkowi –
jeden z bliźniaków – obecność rodzeństwa przez cały dzień służy. Ma
zespół Downa i nieoperacyjną wadę serca, nie chodzi, jego rozwój jest
wolniejszy. Rodzina wielodzietna to najlepsze środowisko do
rehabilitacji! Ja nie wpadłabym na takie pomysły albo wręcz nie
chciałoby mi się tak z Antkiem pracować, jak robią to moje dzieci. Janek
i Franek zapewniają zajęcia sportowe, pokazują, jak się bawić autkami,
budują z klocków, ciągle są w ruchu, przymuszając niejako brata do
ruchu, Maryśka robi proszone herbatki, wspiera z uczuciem każde
poczynanie Antka, troszczy się jak typowa mamuśka, Józek jest dla Antka
pozytywnym rywalem, o którego umiejętności Antek jest bezustannie
zazdrosny i zawsze chce mu dorównać, Marta zawsze wspiera w czytaniu,
opowiadaniu, dialoguje z bratem… Zatem Antek nic na kwarantannie nie
traci. Bóg jest dobry.
Czy się boimy? Mamy czego. Antek nie dałby rady, gdyby zachorował.
Jest mocno obciążony. Dlatego zrobimy wszystko, żeby go ochronić,
dostosowując nasze życie przede wszystkim do jego potrzeb. Ale chyba już
się przestaliśmy panicznie bać. Chyba zobaczyliśmy to, że Bóg się o nas
troszczy, że jest dobry, że tyle w tym trudnym czasie dostaliśmy
pięknych prezentów. Znamy siebie dobrze – ja i mąż – dwie marudy, które
potrafią jedynie narzekać. Co za Łaska! Nie narzekamy, błogosławimy! Bóg
przewidzi wszystko dobrze, nawet jeśli da nam trudne doświadczenia.