piątek, 31 lipca 2020

błogosławimy





 

 

Nie narzekamy, błogosławimy!


Na kilka tygodni przed wprowadzeniem kwarantanny w Polsce mieliśmy z mężem okazję przeczytać listy od rodzin wielodzietnych, które przebywają na misjach w Chinach. Informacja o tym, że od kilku tygodni nie mogą wychodzić z domów, nieco nas zmroziła. Pomyśleliśmy wówczas, co by było, gdyby nas tak zamknęli w domu z naszą szóstką dzieci i zabronili wychodzić. Nie ukrywam, że przyszły mi do głowy same czarne scenariusze – że się ciągle kłócimy, że hałas generowany przez dzieci mnie dobija, że siedzimy wszyscy ciągle przed telewizorem… I kiedy to na nas spadło, ta kwarantanna, okazało się, że jest zupełnie inaczej. Mąż, który codziennie od kilku lat dowozi dzieci do szkoły odległej od naszego miejsca zamieszkania, nagle odetchnął, mogąc pracować w domu zdalnie. Bóg jest dobry! Nagle okazało się, że możemy się wyspać, nie musimy się zrywać o 5.30. Nagle okazało się, że da się uczyć szóstkę dzieci w domu i można być przy tym zadowolonym. Z wykształcenia jestem polonistką i edukację domową rozważaliśmy kilka lat temu, ale byłam przekonana wówczas, że nie dam rady pogodzić wszystkich obowiązków domowych, opieki nad najmłodszymi, pięcioletnimi bliźniakami, z nauką czwórki szkolniaków. Cóż za zaskoczenie! Nie tylko dajemy radę z zadaniami przekazanymi przez nauczycieli, ale robimy o wiele więcej. I cóż za zaskoczenie – okazuje się, że na powrót mogę być nauczycielką, za czym chyba podświadomie mocno tęskniłam. Bóg jest dobry! Czasem jest na tych naszych lekcjach nerwowo, bo wszyscy chcą ode mnie pomocy w tym samym czasie. Nie mam nerwów ze stali, pękam. Ale potem zbieram się na nowo. Nie gorszę się sobą. Bóg jest dobry i kocha mnie z moją nerwicą.


Okazuje się też, że nasze relacje jakoś się pogłębiają. To ciekawe! Chyba wcześniej – zmęczeni codziennymi obowiązkami – nie mieliśmy siły, żeby ze sobą porozmawiać, żeby się z dziećmi pobawić, żeby próbować zrobić coś dla siebie nawzajem. Odkrywam nowe cechy charakteru dzieci – Franek uwielbia opowiadać kawały, Józek potrafi zwalić nas z nóg komentarzami, Marta czasem czuje się samotna, Janek się rozczytał, Marysia – jak chce – potrafi być uprzejma cały dzień. Nawet Antkowi – jeden z bliźniaków – obecność rodzeństwa przez cały dzień służy. Ma zespół Downa i nieoperacyjną wadę serca, nie chodzi, jego rozwój jest wolniejszy. Rodzina wielodzietna to najlepsze środowisko do rehabilitacji! Ja nie wpadłabym na takie pomysły albo wręcz nie chciałoby mi się tak z Antkiem pracować, jak robią to moje dzieci. Janek i Franek zapewniają zajęcia sportowe, pokazują, jak się bawić autkami, budują z klocków, ciągle są w ruchu, przymuszając niejako brata do ruchu, Maryśka robi proszone herbatki, wspiera z uczuciem każde poczynanie Antka, troszczy się jak typowa mamuśka, Józek jest dla Antka pozytywnym rywalem, o którego umiejętności Antek jest bezustannie zazdrosny i zawsze chce mu dorównać, Marta zawsze wspiera w czytaniu, opowiadaniu, dialoguje z bratem… Zatem Antek nic na kwarantannie nie traci. Bóg jest dobry.
Czy się boimy? Mamy czego. Antek nie dałby rady, gdyby zachorował. Jest mocno obciążony. Dlatego zrobimy wszystko, żeby go ochronić, dostosowując nasze życie przede wszystkim do jego potrzeb. Ale chyba już się przestaliśmy panicznie bać. Chyba zobaczyliśmy to, że Bóg się o nas troszczy, że jest dobry, że tyle w tym trudnym czasie dostaliśmy pięknych prezentów. Znamy siebie dobrze – ja i mąż – dwie marudy, które potrafią jedynie narzekać. Co za Łaska! Nie narzekamy, błogosławimy! Bóg przewidzi wszystko dobrze, nawet jeśli da nam trudne doświadczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz