niedziela, 12 grudnia 2021

dalej

 Ciężko ruszyć dalej... bo ruszyć dalej oznacza po trochu zapomnieć. Oznacza zostawić coś za sobą i przestać się odwracać. A ja, a my - nie chcemy ani zapomnieć, ani zostawić za sobą. 

Więc zanim ruszymy dalej próbujemy... nauczyć się tej nowej wersji świata, świata wielkiego BEZ. Próbujemy się nauczyć Nowej Obecności, życia nibyBEZ. I kiedy nauczymy się doświadczać Go na nowo, być z nim inaczej, na innym poziomie, może i nawet głębiej - dopiero wtedy ruszymy naprawdę dalej!

Trudno też znaleźć słowa, które by opisały ten ogrom przeżyć, emocji, myśli...

Cisza wydaje się opisywać wszystko najdoskonalej.

Kochamy Cię, Antek!




poniedziałek, 15 listopada 2021

ostatnie zdjęcia

 

Tęsknię....

 

Ostatnie zdjęcia, które zrobiłam Antkowi... 

październik....


 


 
 
wrzesień.....





 
na widok ciasta...:)




czwartek, 4 listopada 2021

homilia

 

 

Homilia z pogrzebu Antosia.

Dziękujemy za Waszą obecność.

 

niebo

  

 


Wczoraj (31.10.2021) nasz Antoś urodził się dla Nieba. Zdaje się, że nie chciał się spóźnić na wielką imprezę ze Wszystkimi Świętymi. Dziękujemy dobremu Bogu za sześć cudownych lat jego życia, że mogliśmy być jego rodzicami i towarzyszyć mu w odchodzeniu. Wy też się nie smućcie, błogosławcie.

poniedziałek, 25 października 2021

rower

 

Kiedy twój mąż ciągle jeździ na rowerze, a ty ciągle pilnujesz jego (no dobra, waszych) dzieci… w końcu coś pęka i stwierdzasz, że wyciągniesz swój stary rower, kupiony 15 lat temu za 200zł, i dumnie mu potowarzyszysz. No cóż… pierwsze co słyszysz to słowo, że go – wytrawnego kolarza, szusującego na swoim superlekkim gravelku – spowalniasz. Nagle okazuje się, że jeździsz 15km na godzinę po prostym, a on – standardowo 28km. I cóż… możesz się szybko poddać, ale możesz też wziąć go na przetrzymanie, postawić pod znakiem zapytania – w związku z powyższym - miłość małżeńską i zmusić go tym samym do poradzenia sobie z problemem. No to sobie poradzi! Mój sobie poradził! Kupił mi rower elektryczny:) I to jaki! Unibike Energy LDS. Nowość na rynku, z września 2021, rower na zapisy! Nikt jeszcze nie zdążył tego roweru porządnie zrecenzować:):P





Rower mam niecały miesiąc i ciągle stoi (poza momentami, kiedy ze mną jeździ) w środku jadalni – tak bardzo się do niego przykleiłam. Jak na kobietę przystało – najpierw patrzę na wygląd zewnętrzny. A Unibike Energy LDS wygląda bosko – bateria jest schowana w ramie i w gruncie rzeczy mało wprawne oko nie skojarzyłoby, że to elektryk. O to chodziło! Nie wygląda topornie, masywnie ani krowiasto. Wygląda jak przyzwoity rower. Elektryka chodzi cichutko i nawet pod górę nie obwieszczamy całemu światu, że musimy się wspomagać. Kolor ponoć grafitowy, mnie się wydaje bardziej srebrny niż grafitowy, ale pewnie panowie przy nim majstrowali, a ci jak wiadomo – podstawowy zestaw kolorów…


Unibike ma dwa niesamowite bajery – automatyczną skrzynię biegów! Ja korzystam z niej cały czas, choć można sobie też wybrać opcję auto i przerzucać przerzutki tradycyjnie. Biegi przeskakują słyszalnie, ale w odpowiednich momentach. Noga pedałuje ciągle z podobnym natężeniem – bez względu na to czy jedziemy pod górkę, czy po prostym. Rower ma trzy tryby wspomagania: Eco, Normal i High. Najczęściej jeżdżę w trybie Normal, pod górkę – włączam High. Wsparcie pod górę jest odczuwalne – czasem nawet odnosi się wrażenie, że rower jest lekko popychany od tyłu. Nie znaczy to, że się pod górę nie zmachamy. Wszystko zależy oczywiście od nachylenia. Przy sporym i krótkim – mój mąż jednak daje radę lepiej niż ja. Przy długim i średnim nachyleniu – jednak jestem szybsza. Warto też dodać, że przy osiągnieciu 25km/h rower przestaje wspomagać, zaczyna być odczuwalny jakiś rodzaj ciągnięcia i mój szanowny kolarz zawsze jest kilka metrów przede mną:) Z górki – w ogóle nie ma opcji, żebym go przegoniła:P Drugi świetny bajer to karbonowy łańcuch. Coś, co się podobno nie psuje, na bank też cię nie ubrudzi. No i wygląda czadersko:)

 

Silnik i bateria. Naładowana bateria to 630WH, co oznacza ok. 170 przejechanych kilometrów w trybie Normal.  

Rower jest ciężki. Dlatego ma opcję „walk” i kiedy musisz go prowadzić, wspomaga cię także w tym. Ramę wykonano z aluminium lite, dzięki czemu zaoszczędzono na masie. Wspomniałam już o estetyce – tę udało się także uzyskać dzięki hydroformowaniu ramy. Co to znaczy? Rury były kształtowane cieczą pod wysokim ciśnieniem, dzięki temu nie widać tutaj topornych spawów. 

 

Opony są szerokie, masywne, firmy Schwalbe. Rower podobno miejski, ale w lesie też świetnie się sprawdza. Cała reszta osprzętu jest bardzo dobrej jakości: hamulce Shimano, silnik Shimano, stery Ahead, łańcuch Gates, nóżka i bagażnik Standwell (przystosowany do sakw), przednia lampa Busch, chwyt kierownicy Rasso Ergonomic (uwielbiam! taka prosta modyfikacja, a tak dobrze robi!)…


 

Są tacy, którzy mówią, że rower elektryczny sam jedzie. Cóż… to nie motorower. Jak nie pedałujesz, nie jedziesz. Dla mnie – kobiety, która urodziła sześcioro dzieci i w czasie ich wychowywania niewiele miała czasu na ruch – rower elektryczny jest szansą na zrobienie czegoś dla siebie, zatroszczenie się o zdrowie. Rachunek jest prosty. W ciągu niecałego miesiąca mam przejechane 8 godzin. 8 godzin ruchu i aktywności o stałym natężeniu, nieobciążającej mojego rozjechanego ciążami ciała. Czegóż chcieć więcej?!

 

jesień

 

Z komórki.